Wielodzietność jest fajna :)

Marzec 14 2015, 1 Comments

Tak sobie myślę :) Mimo różnego rodzaju wątpliwości, momentów kryzysu, pytań, czy aby idziemy dobrą ścieżką jako rodzice. Mimo chaosu, jaki często ogarnia nasz dom i nad którym nie zawsze umiemy zapanować. Mimo kłótni między dziećmi, mimo buntów i fochów. Mimo tego, że czasem trzeba zmieniać plany na ostatnią chwilę, że nie zawsze wszystko wychodzi, że nierzadko trzeba z czegoś zrezygnować. Mimo tego, że nie zawsze udaje nam się być takimi rodzicami, jakimi chcemy być.

To wszystko przestaje mieć znaczenie w momentach takich, jak te, kiedy byłam z malutkim w szpitalu. Nasza siedmioletnia Sonia, która jest bardzo emocjonalna i wrażliwa, szczególnie źle znosiła moją nieobecność w domu, dużo płakała. I wtedy na wysokości zadania stanął jej starszy brat, niespełna dziewięcioletni Dani. W szkole zamiast spędzać przerwy z kolegami, jak to ma w zwyczaju, schodził piętro niżej, żeby ten czas poświęcić siostrze. Siadał z nią pod ścianą i rozmawiał, zjadał z nią drugie śniadanie, pilnował, żeby też zjadła. Wychodził z nią na szkolny plac zabaw, żeby jej dotrzymać towarzystwa. Wieczorami w domu czytał jej książki i opowiadał bajki. Oddał jej jeden ze swoich zestawów klocków Lego, żeby poprawić jej humor.

Także w takich momentach, jak wtedy, kiedy Laura spadła ze schodów, mocno uderzyła się w głowę i spędziła noc w szpitalu na badaniach i obserwacji – a reszta dzieci tej nocy nie mogła spać, bo bały się o nią i czekały, aż wróci.

Albo w takich momentach, jak te kiedy starszaki dostają w szkole warzywa, owoce i mleko – i zawsze przynoszą tego do domu całe naręcza, bo przecież musi być też dla rodzeństwa. To samo ma miejsce, gdy ktoś poczęstuje któreś czymś słodkim – natychmiast pytają, czy mogą też wziąć dla pozostałych.

I w takich momentach, jak ten, kiedy Sonia wróciła ze szkoły smutna i skarżyła się, że jakiś chłopiec jej dokuczał. I wtedy Dani przytulił ją i przykazał, żeby następnym razem przyszła do niego, a on „sobie z tym chłopakiem porozmawia”. A jak kiedyś koleżanka Soni zepchnęła Laurę z murku na placu zabaw, Sonia nakrzyczała na nią, oburzona, że nie wolno robić krzywdy jej siostrze.

I za każdym razem, kiedy któreś starsze tuli któreś młodsze, bo to młodsze płacze, bo się przewróciło, bo się czegoś boi, bo coś zgubiło, bo coś mu doskwiera… Jak dają sobie buziaki na dobranoc. Jak kładą się spać w swoich łóżkach, a rano znajduję któreś w łóżku brata czy siostry, bo to drugie się obudziło i nie mogło zasnąć. Jak zawsze z niesamowitą radością i czułością witają kolejnego członka rodziny, a potem tulą, noszą i pomagają – tak jak umieją – się nim zajmować.

W takich momentach myślę sobie: ta wielodzietność to jest jednak fajna sprawa :)





  • Magdalena

    I znowu rozpycham się zabierając głos …

    Nie wiem, czy mi – jako babci – więcej wolno, czy też wręcz przeciwnie ?

    Dlatego krótko i na temat :

    Te moje Wnuczki są szalenie wrażliwe i empatyczne – mnóstwo widzą, dużo czują i wiele przetwarzają … Miałam okazję nie raz to obserwować ! I czuć ciepełko rozlewające się po sercu …

    Wyobrażam sobie, że ich Rodzice odczuwają to jeszcze bardziej, szczególnie, że to w głównej mierze ich zasługa ! Mają i będą mieli uzasadniony powód do dumy.



Cynamon & Chiltepes 2015