Wiele hałasu… o coś.

Sierpień 9 2016, 0 Comments

…czyli moje trzy grosze o karmieniu piersią w miejscach publicznych.

Ostatnio znajoma ze zdziwieniem zapytała na facebooku, o co to całe halo z karmieniem piersią w miejscach publicznych. Ktoś jej napisał, że to taki modny hałas, za tydzień co innego będzie napędzało kliki w mediach społecznościowych. Pomyślałam sobie wtedy, że, kurczę, jak ktoś nie czytuje blogów, nie spędza zbyt wiele czasu w tychże mediach, to faktycznie może mieć wrażenie, że oto nagle rozpętało się jakieś zamieszanie zupełnie nie wiadomo skąd i o co. Może rzeczywiście problem jest wyolbrzymiony, wydumany nawet, i dostrzegają go tylko zaangażowane blogerki (i blogerzy, gwoli sprawiedliwości)?

A potem zaczęły pojawiać się pod jej postem odpowiedzi. Odpowiedzi młodych kobiet, matek, wyrażających oburzenie i niesmak wobec karmienia piersią w miejscach publicznych, bo to „obnażanie się”, bo to niehigieniczne, niestosowne, bo nie każdy może mieć ochotę na to patrzeć, bo miejscem karmienia maluszka jest dom. Generalnie te argumenty, które znam już z doniesień medialnych i blogerskich oraz z for internetowych – ale tym razem wybrzmiały mi inaczej, mocniej, „bliżej”. Być może dlatego, że pojawiły się na facebookowej stronie osoby, którą znam osobiście, a być może dlatego, że padały z ust (czy raczej, spod palców) osób wierzących, zaangażowanych religijnie, a takie sytuacje zawsze dotykają mnie mocniej i bardziej osobiście.

I jakoś w tym momencie uderzyła mnie autentyczność i realność tego problemu. Faktycznie, ludzie, nie jacyś anonimowi internetowi flejmerzy, tylko prawdziwi ludzie, tacy jak ja, podobnie patrzący na życie i wyznający podobne wartości, uważają, że kobieta nie powinna w miejscach publicznych swojego dziecka karmić piersią, że jest w tym coś niewłaściwego.

Moją pierwszą reakcją było niedowierzanie: serio? Tak zupełnie serio można uważać, że nakarmienie głodnego dziecka w momencie, w którym jest głodne, w taki sposób, w jaki jest ono karmione na co dzień (czyli taki, jaki mama uznaje dla niego za najlepszy), jest czymś niewłaściwym? Niesmacznym?? Niestosownym??

Kolejną moją myślą było: ponad 10 lat karmienia niemal non-stop, targając dzieci ze sobą wszędzie (nie dla zabawy, ale dlatego, że zwyczajnie nie mam innej opcji) i bez samochodu – ergo: spędzając z nimi gros czasu w różnego rodzaju miejscach publicznych i jakimś cudem NIGDY nie widziałam tych mitycznych matek „wywalających cyca” tudzież „obnażających się”, żeby nakarmić dziecko. Czy ktoś mógłby mnie pokierować w miejsce, w którym mogłabym zobaczyć to zjawisko? Bo ja widuję matki karmiące dyskretnie, w specjalnie do tego przeznaczonych sukienkach i bluzkach, nie odsłaniających właściwie nic. Sama niejednokrotnie karmiłam w miejscach publicznych (również dyskretnie i niczego na widok publiczny nie wystawiając…) i stawiam dolary przeciw orzechom, że żadna matka nie robi tego dla funu czy sportu, czy z jakiejś dziwacznej potrzeby obnażenia się: tu chodzi o nakarmienie głodnego dziecka, które – sorry – jakoś nie nauczyło się jeszcze głodnieć na komendę i tylko wtedy, kiedy jesteśmy w zaciszu domowym.

Gdybym kierowała się tym, czego żądają niektórzy zniesmaczeni (wow, matki zniesmaczone tym, że inne matki karmią dziecko za pomocą piersi do tego właśnie przeznaczonej… brzmi tak absurdalnie, że aż niewiarygodnie), ostatnie 10 lat musiałabym spędzić w 4 ścianach własnego domu. To niemal 1/3 mojego życia. Życia, które mam pełne prawo układać sobie według własnego planu i marzeń, karmiąc piersią do momentu, który uznam za stosowny, bo uznaję to za najlepsze, co mogę dać na tym etapie życia mojemu dziecku.

I właśnie o to jest to całe halo. O to, abyśmy nie musiały się wstydzić, chować po kątach i kiblach, bo naszym karmionym piersią dzieciom przyszło do głowy zgłodnieć w nieodpowiadającym jakiemuś obcemu człowiekowi momencie. Żebyśmy nie musiały siedzieć zamknięte w domach do zakończenia karmienia piersią, bo komuś się ono kojarzy z obnażaniem się albo zaburza jego poczucie estetyki. To pierwsze jest zdecydowanie problemem patrzącego i nie widzę powodu, żebym musiała ja, a tym bardziej moje dziecko, ponosić konsekwencje czyichś skojarzeń; to drugie zaś… cóż, nie wszystko jest piękne i nie wszystko zaspokoi poczucie estetyki każdego człowieka. Ale zawsze można się odwrócić i nie patrzeć na to, co mi nie sprawia przyjemności. Ja akurat znam znacznie mniej estetyczne widoki niż matka karmiąca piersią własne dziecko.

Dlatego warto robić szum: wśród znajomych, w mediach, w mediach społecznościowych, na blogach – nawet tych małych, pisanych głównie dla rodziny i znajomych, bo i wśród nich może być matka, która akurat ma ten dylemat i potrzebuje wsparcia, potrzebuje przekonania, że odpowiadając na podstawową potrzebę swojego dziecka, nie robi nic niewłaściwego, a otoczeniu nic do tego.

I na koniec, w ramach podsumowania, taki obrazek, który wrzuciła na swoim fanpage’u matka wszystkich matek karmiących ;) Hafija, i trafia w samo sedno:

kpp

Prawa do zdjęcia należą do Kidspot.com.au







Cynamon & Chiltepes 2015