The Eichmann Show – oblicze zła

Styczeń 25 2015, 0 Comments

19 stycznia stacja BBC 2 wyemitowała dramat „The Eichmann show” o transmisji telewizyjnej procesu Otto Adolfa Eichmanna, zbrodniarza wojennego, autora intelektualnego tzw. „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” podczas II Wojny Światowej. Film pokazuje przygotowania do procesu i jego fragmenty widziane oczami producenta Miltona Fruchtmana (w tej roli rewelacyjny Martin Freeman) i reżysera Leo Hurwitza (nie ustępujący mu w niczym Anthony LaPaglia), członków ekipy telewizyjnej transmitującej wydarzenia z sali sądowej na cały świat.

Film wplata w fabułę autentyczne archiwalne materiały z procesu oraz zdjęcia z transportu Żydów do obozów zagłady i – bardzo drastyczne – z samych obozów. Z pewnością jest emocjonalnie i psychicznie bardzo trudny seans. Z rosnącym przerażeniem i przygnębieniem słucha się świadectw ocalałych z zagłady, występujących jako świadkowie podczas procesu. Wstrząsające są tworzące tło dla zeznań świadków migawki z obozów, tym bardziej, gdy zdamy sobie sprawę, iż wówczas świat widział i słyszał to po raz pierwszy. Porusza też znacznie mniej drastyczna i dramatyczna w warstwie wizualnej, ale równie pełna ładunku emocjonalnego narastająca obsesja Hurwitza, kierującego wzrok i obiektywy kamer na nieporuszoną, obojętną twarz Eichmanna, poszukując w niej choć śladu człowieczeństwa, jakiegokolwiek drgnienia, jakiejkolwiek emocji. A my szukamy razem z nim, z rosnącym przeświadczeniem, że oto patrzymy w oblicze wcielonego zła. I to też jest przytłaczające.

Wątki poboczne również niosą mocne przesłanie, pokazujące jak łatwo jest niemal dwie dekady od zakończenia wojny przekroczyć ten próg, za którym przestajemy widzieć w drugim człowieku człowieka. Niestety, aż za dobrze wiemy, że od tamtego czasu niewiele się zmieniło. I w tym kontekście tym bardziej wstrząsające są ostatnie słowa padające w filmie, będące zarazem podsumowaniem procesu Obersturmbannführera Eichmanna: “Bo każdy z nas, kto kiedykolwiek poczuł, że Bóg stworzył go lepszym niż innego człowieka, staje na tym samym progu, na którym stał Eichmann. A sądzenie człowieka po kształcie jego nosa, kolorze jego skóry, czy sposobie w jaki czci swojego Boga, niejednego już doprowadziło do szaleństwa, podobnie jak stało się to z Eichmannem. U każdego, kto dopuścił się takich czynów, zaczynało się to w ten sam sposób”.







Cynamon & Chiltepes 2015