Nowy początek

Kwiecień 11 2016, 4 Comments

Nowy początek dla naszej rodzinki i nowy początek dla bloga, który ostatnio leżał odłogiem, bo musiałam zająć się po pierwsze swoim zdrowiem (szczęśliwie problemy okazały się jednak mniejszego kalibru, niż się obawialiśmy), a po drugie rewolucją, którą postanowiliśmy przeprowadzić w naszym życiu.

7 kwietnia przeprowadziliśmy się do naszej ukochanej Barcelony, w poszukiwaniu szczęścia i lepszego życia. Na razie mamy plan trzyletni, co będzie później – czas pokaże.

Lot przebiegł bez zakłóceń, na miejsce dolecieliśmy nawet nieco przed czasem. Jeszcze w samolocie, tuż po wylądowaniu, a potem w drodze do naszego nowego domu tubylcy prześcigali się w życzliwości, oferując nam pomoc w niesieniu bagaży czy noszeniu wózka po schodach. Mieszkańcy Nou Barris, dzielnicy, w której mieszkamy, również przyjęli nas bardzo serdecznie i z dużą otwartością, tak bardzo po hiszpańsku ;) Sąsiad podłączył nam pralkę, poznana na placu zabaw rodzina pokazała nam lokalny park, miejscowe dzieciaki zaprosiły nasze do wspólnej zabawy, zabraliśmy się nawet niechcący na urządzane w parku urodziny ;)

IMAG1261

Nasza dzielnica leży na północno-wschodnim krańcu miasta, już niemal na obrzeżach, u stóp rozległego wzgórza porośniętego zielenią. Okolica jest przecudna, tylko wszędzie pod górkę, nogi będziemy mieli jak kulturyści :D Dziś się wdrapaliśmy na to nasze wzgórze, odkrywając piękny park z miejscem na piknik, placem zabaw, mnóstwem zieleni, ptaków i jaszczurek, trasami biegowymi i rowerowymi, no i zapierającymi dech widokami na całe miasto. W tej okolicy nie uświadczysz turystów czy typowego dla centrum Barcelony zgiełku i zamieszania. To typowa dzielnica „lokalsów”, w większości mieszkających tu całe życie. Jest też spora społeczność latynoska i wschodnioazjatycka. Charakterystyczny element tutejszego folkloru stanowią mieszkańcy spotykający się w lokalnych barach, w parku, na ulicach i ucinający sobie pogawędki. Nie ma szans, żebyś wpadł po pieczywo do piekarni i wypadł, nie opowiedziawszy, co u ciebie słychać sprzedawczyni i kupującym w tym samym czasie sąsiadom. A przyjazd straży pożarnej sprawił, że wszyscy mieszkańcy wylegli na ulicę albo zawisnęli w oknach i na balkonach, głośno i emocjonalnie komentując to niesamowite wydarzenie ;) I przekazując sobie informacje jak w głuchym telefonie :) Uwielbiam Hiszpanów za tę ich otwartość i spontaniczność.

bcn1cc

W naszym nowym mieszkaniu nadal się urządzamy i jakiś czas jeszcze to potrwa, ciągle jakieś meble skręcamy i wypakowujemy pudła, nieustannie coś pierzemy i sprzątamy. Połowy istotnych rzeczy, jak się okazuje, nie wzięliśmy (np. mojej klawiatury do komputera :P ), ale na szczęście będzie jeszcze jechała druga tura naszych manatków, wszystkie brakujące ogniwa powinny w niej dotrzeć. Pracy jest ogrom, ale przynajmniej pokoje dzieci przestały już wyglądać jak strefa działań wojennych. To niesamowite, ile radości sprawiają dwa słowa: „mój pokój”, po całym dotychczasowym (kilkuletnim) życiu dzielenia pokoju z kilkorgiem rodzeństwa :)

Pogoda wiosną w Barcelonie jest taka trochę wariacka, w nocy i wieczorami dość chłodno, w dzień upał. Zabawny widok prezentują tubylcze dzieciaki, idąc rano do szkoły w zimowych kurtkach, a wracając po południu w krótkich rękawkach :) W centrum i na plaży widać już jednak zbliżający się początek sezonu turystycznego, uliczni sprzedawcy z prześcieradeł i „leżakowi” na plażach już rozkładają swoje biznesy ;)

bcn2cc

Dzieci na razie mają mini-wakacje, bo system musi przeżuć papierkologię, ale są już zapisane do naszej rejonowej podstawówki, dosłownie parę kroków od domu, wkrótce zatem zaczną chodzić do szkoły. Trochę obawiamy się tego momentu, choć łatwość, z jaką nawiązują znajomości na placu zabaw daje nam nadzieję, że szybko się zaadaptują. To plus dorastania w dwujęzycznej rodzinie, nie muszą się martwić, że nie rozumieją tubylczego języka (w naszej dzielnicy niemal nikt nie mówi po katalońsku, większość mieszkańców mówi po hiszpańsku – choć oczywiście, katalońskiego będą się uczyć obowiązkowo, taki jest program nauczania).

bcn3cc

To, co dla nas jest w tym momencie najważniejsze, to że cała piątka robi wrażenie zadowolonych i szczęśliwych. Zdarzają się oczywiście momenty, w których troszkę smutnieją i popłakują, bo tęsknią: za rodziną, za przyjaciółmi, za paniami ze szkoły i przedszkola. No, ale tu może pomóc tylko czas, a są i takie tęsknoty, które nigdy nie znikną. Mamy nadzieję, że z czasem staną się może jednak trochę znośniejsze.





  • Magdalena

    No i wszystko w okolicy jest „nasze” – „nasza” dzielnica, „nasz” dom, „nasze” wzgórze,
    „nasi” sąsiedzi, itd., itp. – dobrze, że można tak to czuć i nazywać i czuć się faktycznie jak u siebie w domu … Ale to chyba tylko Hiszpanie potrafią stworzyć taką atmosferę i klimat … Ze 20 lat temu byliśmy w Barcelonie i też tak było ! Można się w nich doszczętnie zadurzyć … A do tego ta przyroda i widoki !
    Bardzo nam Was brakuje, ale damy radę ! Ściskamy wszystkich gorąco, szczególne „Ola !” dla Don Diega.

    • Cynamon & Chiltepes

      My też za Wami bardzo tęsknimy… I czekamy tu na Was!

  • Pawel

    Wow!
    Elegancko! Awansowaliscie z rodziny patologicznej na emigrancka rodzinę patologiczna! Szacunek!

    Trzymajcie się, dziele z Wami początkowy entuzjazm i życzę, by ossczedzone Wam było rozczarowań, ze jednak to nie Polska….

    • Cynamon & Chiltepes

      Rozczarowanie to może za duże słowo, ale na pewno wielu rzeczy z Polski nam tu będzie brakowało, w to nie wątpię. No, ale mamy 3 lata na to, by się przekonać, czy te braki będą na tyle dotkliwe, by do Polski wrócić…



Cynamon & Chiltepes 2015