Mówię NIE

Maj 27 2015, 8 Comments

Mamo, strasznie mi przykro, ale straciłem dziś szkolne kapcie.”

Z takimi słowami i smutkiem w oczach mój dziewięcioletni syn wrócił dziś ze szkoły do domu. Od razu mnie tknęło, bo po pierwsze, Dani nie jest roztargniony i nie gubi rzeczy, po drugie, wie dobrze, że takie rzeczy się zdarzają (nasza średnia córka gubi coś notorycznie, nie robimy z tego sprawy), więc nie ma powodu do rozpaczy. A jednak on był wyraźnie przygnębiony i rozstrojony.

Usiedliśmy na kanapie i mój synek wyjaśnił mi, że kolega z klasy przez cały dzień mu dokuczał, a następnie zabrał kapcie, uciekł z nimi do szkolnej ubikacji i tam utopił je w sedesie. Przez cały ten czas śmiał się z Daniela i podpuszczał dwóch innych chłopców, by wzięli inne jego rzeczy i zrobili to samo.

Ta historia mogłaby być zwykłą opowiastką o przepychankach kolegów i głupich pomysłach małolatów, gdyby nie była osadzona w bardzo konkretnym kontekście. A ten kontekst to chłopiec z ewidentnymi problemami, pastwiący się nad słabszymi dziećmi, rozrabiający na lekcjach, wszczynający bójki. To sprawa, która nie pojawiła się nagle i z zaskoczenia, ale ciągnie się od dwóch lat. To pani wychowawczyni, która nie potrafi poradzić sobie z sytuacją, w efekcie czego dziecko, które jest ofiarą agresywnych zachowań, czuje się osamotnione i pozbawione oparcia w szkole. To różne szkolne organy, które wzajemnie spychają na siebie odpowiedzialność za zajęcie się sprawą i zapewnienie dziecku bezpieczeństwa. I wreszcie, to matka wspomnianego chłopca z problemami, dajmy mu na imię Grześ, której postawa jest dla nas szokująca. Otóż poinformowana przez nas o tym, że Grześ prześladuje naszego syna, zachowuje się wobec niego agresywnie i zniszczył jego własność, stwierdza że: 1. robimy aferę o parę starych kapci, imputując iż zapewne chcemy wyłudzić od niej pieniądze; 2. zachowujemy się niedopuszczalnie używając słowa „agresja”, gdy w rzeczywistości chodzi o zwykłe zabawy chłopców, może głupie, ale przecież zabawy; 3. powinniśmy się przyjrzeć, na czym polega problem z naszym dzieckiem, skoro inne dzieci mu dokuczają.

Tak. Właśnie tak. Winny temu, że dzieje mu się krzywda, jest krzywdzony. Nie wyrządzający krzywdę. Krzywdzony.

Wszystko we mnie się buntuje na takie postawienie sprawy i tak, jak zrobiłam to wobec tej kobiety, tak chcę teraz publicznie wyrazić swój sprzeciw: nie godzę się na coś takiego. Po prostu nie.

Mówię stanowcze NIE zamienianiu miejscami kata i ofiary. Stanowczo sprzeciwiam się twierdzeniu, że słabszy swoją słabością prowokuje do agresji, że kobieta swoją kobiecością prowokuje do gwałtu, że jakakolwiek inność swoją innością prowokuje do ataku.

Mówię NIE relatywizowaniu krzywdy i bagatelizowaniu sytuacji, w której dziecko jest gnębione, nazywaniu jej zwykłą dziecięcą zabawą. Zabawa jest wtedy, kiedy wszyscy uczestniczą w niej dobrowolnie. Nie wtedy, kiedy ktoś staje się obiektem drwin, złośliwości i agresji. Właśnie tak, agresji. Bo słowo „agresja”, wbrew twierdzeniom niektórych, nie jest zarezerwowane dla przemocy fizycznej. Agresją jest każde zachowanie, które przybiera formę ataku, ma na celu zadanie cierpienia, narusza godność drugiego człowieka. Nawet, jeśli ten drugi człowiek ma tylko kilka lat.

Mówię NIE bullyingowi w szkole. Mówię NIE krzywdzie mojego i każdego innego dziecka, które jest wyśmiewane, zastraszane, dręczone, pozbawiane swojej własności, czy bite.

Szczęśliwie mój syn wie, że ze wszystkim może do nas przyjść i znajdzie w nas oparcie. Wie, że gdy dzieje mu się krzywda, będziemy go bronić. Wie, że nie jest sam. Dziś, nim poszedł spać, przytulił się do mnie mocno, i powiedział: „Jak to dobrze, mamo, że was mam i z wami jestem bezpieczny”. Jesteś, synku. Ty i Twoje siostry i Twój brat, dopóki tylko leży to w naszej mocy, jesteście bezpieczni. I będziemy walczyć o to, by nikt Wam nie odebrał tego poczucia bezpieczeństwa. Będziemy też uczyć Was tego, byście i Wy stawali w obronie tych, którzy sami obronić się nie potrafią.

* * *

Sprawa agresywnego chłopca z klasy Daniela pozostaje nierozwiązana. Jego matka uważa, że problem leży wszędzie, ale nie w jej synu. Szkoła nie potrafi się tym zająć. Niestety, w takich sytuacjach rodzice najczęściej są sami. To się musi zmienić. Musimy mówić o tym głośno i głośno wyrażać swój sprzeciw.







Cynamon & Chiltepes 2015