„Człowiek jest człowiekiem, nieważne jak mały”

Marzec 30 2015, 4 Comments

Wiele jest elementów macierzyństwa, które są dla mnie fascynujące, a jednym z nich jest obserwowanie moich dzieci i odkrywanie, jak bardzo są różni, jak kompletnie mają odmienne osobowości i jak ujawniają to już od maleńkości. Niezmiennie zaskakuje mnie, jak bardzo każde z nich jest autonomiczną, kompletną, fantastyczną osobą, która rozwija się i szuka swojego miejsca w otaczającym ją świecie.

W dużej rodzinie ciężko jest się przebić ze swoim głosem i swoim zdaniem – może dlatego mam nieodparte wrażenie, że każde kolejne z moich dzieci ma silniejszą, bardziej dominującą osobowość i zdecydowany charakter. Przy swojej ogromnej łagodności, cierpliwości i wrażliwości nasz najstarszy, Dani, nie ma lekko. Ale może też fakt, że jest najstarszy, powoduje że nie ma on też aż tak silnej potrzeby stawiania na swoim i nieustannego zaznaczania swojej obecności. A może po prostu nie jest typem wojownika, raczej dyplomaty ;) W odróżnieniu od sióstr, które chyba przyszły już na świat z mocnym postanowieniem rozniesienia go w drzazgi, jeśli ośmieli im się sprzeciwić. Przy czym Soni temperament nieustannie zderza się z jej emocjonalnością i kruchością, co powoduje, że różnego rodzaju trudne bądź konfliktowe sytuacje często kończą się fontanną łez. Z kolei Laura i Andrea swoje potrzeby manifestują donośnym krzykiem i nierzadko rękoczynami. Każda z nich żyje dość pokojowo z pozostałym rodzeństwem, natomiast we dwie stanowią totalną mieszankę wybuchową. Co oczywiście nie zmienia w żaden sposób faktu, że jedna za drugą skoczyłaby w ogień – kiedy jedna płacze, druga natychmiast leci przytulać, pocieszać i głaskać, a nawet odda wtedy zabawkę, o którą jeszcze pięć minut wcześniej była dzika awantura.

Niezmiernie lubię obserwować swoje dzieci, kiedy są same. Nie ma takiej opcji, żeby się nudziły, ale każde ma swój ulubiony sposób na zagospodarowanie rzadkich chwil, kiedy nikt im nie przeszkadza i niczego od nich nie chce. Dani zaszywa się w jakimś kącie z książką. Jest kompulsywnym czytelnikiem, potrafi wstać o czwartej rano, zapalić sobie małą lampkę i czytać. Sonia rysuje albo śpiewa. Niestety, to drugie również potrafi robić we wczesnych godzinach porannych ;) Laura bierze dowolny zestaw zabawek: lalek, samochodzików, pociągów, zwierzątek, ludzików z klocków lego czy pluszaków, i inscenizuje bajki. Takie, które zna, bądź takie, które sama wymyśla. Andrea idzie zajmować się swoją dzidzią, czyli lalką-bobasem, która wymaga wszak nakarmienia, przewinięcia, przebrania, przewiezienia wózkiem i lulania. Kupa roboty, jak to przy dzidzi ;)

Diego ma dopiero siedem miesięcy, ale też już pokazuje swój własny charakter. Jest bardzo pogodny, dużo się śmieje, ale też jest bardzo wymagający, jeśli chodzi o kontakt fizyczny: ma silną potrzebę bycia na rękach i bycia przytulanym. Nie musi to być mama i tata, brat albo siostra też mu pasuje. Byle ktoś przy nim był, tulił i cały czas był blisko.

Nawet kiedy śpią, to każde inaczej. Dani lubi spać na brzuchu i preferuje spanie we własnym łóżku, przed snem i po przebudzeniu oczywiście musi poczytać. Nie ma emocjonalnego stosunku do pościeli ;) Sonia zasypia w momencie przyłożenia głowy do poduszki, właściwie natychmiast. Uwielbia zawinąć się w kołdrę jak naleśnik, czasem razem z głową, i potrafi całą noc przespać w jednej pozycji. Laura z kolei zasypia długo, a przykryta wytrzymuje około trzydziestu sekund. Potem się rozkopuje, a śpiąc zajmuje całe łóżko: wierci się, kręci, a do tego robi wrażenie, że każda jej kończyna zasnęła osobno, w innym momencie i w innym miejscu. Andrea najbardziej lubi spać „na misia koalę”. Odkąd pamiętamy, zawsze wybierała sobie rękę lub nogę mamy, taty bądź któregoś z rodzeństwa, i zawijała się wokół. I tak śpi najchętniej do dziś. Obie z Laurą (i Sonia czasem też, choć ona raczej nad ranem) nadal wolą spać z kimś niż same – choć zasypiają we własnych łóżkach, na ogół najdalej koło północy lądują z nami albo z któryms z rodzeństwa. Diego od początku odrzucił instytucję łóżeczka, śpi wyłącznie z mamą, przy czym ja jako zmarźluch nieustannie nas w nocy przykrywam, a on nieustannie nas z pościeli rozkopuje :)

Na tytuł tej notki wybrałam cytat z niezastąpionego Dr. Seussa, z jednej z ulubionych bajek moich dzieci, „Horton słyszy Ktosia”, jednak polskie tłumaczenie nie oddaje, moim zdaniem, do końca zawartej w tym cytacie myśli (zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę kontekst): „A person’s a person, no matter how small”: nieważne, jak jesteś mały, jesteś swoją własną, autonomiczną i kompletną osobą, godną tego, by być wysłuchaną, by być szanowaną, by w nią uwierzono i by mieć swoje własne miejsce w świecie.

Ciąg dalszy tej myśli w kolejnej notce :) Stay tuned!





  • Magdalena

    Już ze ….dzieści lat temu Zespół „2+1” śpiewał :

    „Wielki mały człowiek
    Zalękniony tak i dumny jak paw,
    Wielki mały człowiek,
    Prorok lepszych dni, niepewnych spraw,
    W opiece swej
    Dobry Boże, Ty go miej
    Ty go w swej opiece miej …”

    :) <3

    • Cynamon & Chiltepes

      Lubię to! :)

  • Moje dzieci, Mo i ja uwielbiamy filmową wersję Hortona. Ponadto ja uwielbiam Twój nowy blog, trzymam zań kciuki i wróżę mu przyszłość. Przy takiej inspiracji jak Twoja rodzina nie ma szans że skończą Ci się pomysły 😆 Buziaki dla wszystkich Villatorowskich! 😙

    • Cynamon & Chiltepes

      O rany, dzięki :) Ja Twój też zawsze chętnie czytam (chociaż czuję się taka niekulturna wtedy, bo tak rzadko jestem w teatrze…) Buziaki dla Ciebie i Twoich dam! :)



Cynamon & Chiltepes 2015